piątek, 4 kwietnia 2014

Miłość to najlepsza przyprawa.


Są filmy, których nie powinno się oglądać podczas jedzenia, jeśli nie chce się, by wylądowało ono w toalecie, gdy do naszego mózgu dotrze już obraz rozbryzganego na ścianach mózgu i ludzkiej stonogi. Takich arcydzieł nie lubię. Są też filmy, po których chce się jeść, albo podczas których natychmiast trzeba wypić gorącą czekoladę z chilli. Te oglądam z wypiekami (na twarzy). Uwielbiam też książki, których strony zapełnione są opisami tak barwnymi, że czuję zapach i smak przypraw. Najczęściej to te z kuchnią indyjską/ arabską w tle. A wczoraj obejrzałam Smak curry. Film wyświetlany w ramach akcji Kobiety Oblegają Kino. Oblegały, faktycznie. Kobiety w najróżniejszym wieku. Gadały do momentu zgaszenia wszystkich świateł- choć i to nie przeszkadzało im specjalnie w konwersacji. Miałam pecha, bo za mną siedziały podstarzałe dziewoje, które komentowały dosłownie wszystko, co pojawiło się na ekranie. I nie było to wczuwanie się w sytuację bohatera (jak moje niegdysiejsze: Nie idź tam! Po co odbierasz ten telefon! itp), ale dokładne opisywanie sytuacji w stylu: O, idzie. Przeczytała. Patrz, nie ma!. Jej zadanie obejmowało również czytanie napisów, a także wzdychanie w różnych momentach. Zdaje się, że miała słabowidzącą koleżankę, której trzeba było opowiadać, co się dzieje na ekranie. Pomiędzy narracjami Pani z Tyłu, film oglądało mi się bardzo dobrze. Niemal czułam zapach curry (które uwielbiam!). Postacie są barwne, jak indyjskie sari. W tle przemycono zwyczajne życie w Indiach, tak różne, a jednocześnie tak podobne do tego naszego, tutaj. Podróż- korki- praca- jedzenie- dom- zamienione dwa słowa- jedzenie- spanie- praca- dom- praca- dom. Nie jest to film z wartką akcją. To opowieść. Opowieść o miłości, która rozwija się powoli, przez listy. O tym, że można tęsknic za czymś nieznanym, że jednak przez żołądek do serca i że na kobiety działają słowa. I aż chce się zapytać: dlaczego ludzie się zakochują? Wciąż od nowa i od nowa. Stają nad przepaścią, zamykają oczy i liczą, że na dole stoi ktoś, kto ich złapie. Ryzykują. Albo i nie. Albo siedzą cicho, nic nie mówiąc i licząc że wszystko samo się rozwiąże. I jak Illa, bohaterka Smaku curry, piszą list, którego nie wysyłają. Może na papierze, a może tylko w głowie układają słowa w zdania, które nigdy nie wyjdą z ich ust. Ze strachu? Bo może to nie ten moment. Bo zawsze jest coś, ktoś. Bo starość. Bo tamta, tamten. Bo obietnice. Bo co ludzie powiedzą? Bo co jak mnie odrzuci? Bo odpowiedni ludzie pojawiają się w nieodpowiednim czasie. A czas ucieka. I ze strachu przed tykającą bombą zegarową nie robimy nic, by zmienić nasze życie. Kobiety w kinie przeżywały. Bo są kobietami. Śmiały się dużo, bo i humoru w filmie nie zabrakło. Genialny wątek ciotki, której widz nie ma szans zobaczyć, bo Ila rozmawia z nią przez wentylator/ okno. Równie genialna postać Shaikha, tryskającego energią i pozytywnym podejściem do życia.  Mnie, oczywiście, urzekła uroda indyjskich kobiet i dzieci. I język! Nie rozumiałam zupełnie nic, miałam wrażenie, że dźwięki, które wydają bohaterowie w celu porozumiewania się, to jakiś bełkot. Śliczny, ale bełkot. I tylko nauczyłam się, że tak to ha - ale gardłowe, twarde, nie nasze polskie. Nie nudziłam się ani przez chwilę, nie żałowałam, że poszłam do kina. I tylko zakończenie takie... niedokończone. Zupełnie. Reżyser oddaje je w nasze ręce. Jak gdyby chciał zrobić eksperyment. Drze ostatnią stronę scenariusza na milion kawałeczków i mówi: A koniec wymyśl sobie sam. I to, czy będzie happy end zależy wyłącznie od nas. Prawie jak w życiu.
Ps. Czy wiecie, że Czasem zły pociąg zawiezie nas na dobrą stację?

Buziaki pachnące curry. Mad.

6 komentarzy:

  1. dzieki Tobie i ja poczulam smak curry

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się :). A ja sobie dodatkowo zafundowałam własnoręcznie robione pierogi drożdżowe nadziewane kurczakiem curry, ananasem i serem ;).

      Usuń
    2. Polecam proste ale pyszne danie z curry http://chilitonka.com/2013/09/07/prawdopodobnie-najlepsze-curry-na-swiecie-z-rownie-smacznym-chlebkiem-naan/ kiedyś robiłem (bez chlebka naan) i był to orgazm kulinarny dla podniebienia :)

      Usuń
    3. Huhu! Zrobię na pewno! Lubię orgazmy ;)!

      Usuń
  2. Ten film jest cudowny! Obejrzałam go w dzień kobiet i z kina wyszłam uśmiechnięta jak nigdy. Wspaniały film, nie spodziewałam się, że aż tak bardzo mi się spodoba :)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...