piątek, 27 czerwca 2014

Kocha - Lublin - Szanuje.


Ma prawie dziewiętnaście lat, stoi przy oknie w pociągu i uśmiecha się od ucha do ucha. Roziskrzonymi oczami ogląda umykające budynki. - No już się tak nie ciesz- mówi jej chłopak z nietęgą miną. I pewnie w tej chwili myśli o tym, że będzie ich dzielić 300 kilometrów. A ona w głowie ma już tylko: Ahoj, przygodo! W tle majaczy napis: Lublin. Niby biała tablica, taka zwyczajna, taka jak wszystkie inne, z czarnymi literami. Ale jednak. Tkwi w niej pewna obietnica. Czego? Małolata jeszcze nie wie, ale to NA PEWNO będzie ekscytujące. Plecak ma już dawno na plecach. Zakłada krótkie brązowe włosy za ucho i wysiada. Składa papiery na studia w Obcym Mieście i już wie, że nigdy nic nie będzie takie samo.

Ma JESZCZE dwadzieścia pięć lat, stoi przy oknie w pociągu i uśmiecha się od ucha do ucha. Roziskrzonymi oczami ogląda umykające budynki. Szybko wyciąga aparat i zatrzymuje chwilę, która kojarzy jej się z pierwszym wyjazdem do Lublina. Jedzie sama, w odwiedziny do Najlepszego Co Ją w Lublinie Spotkało, do Rudowłosej. Studia skończyła już dwa lata temu. Uśmiech ma nostalgiczny, myśli o tym, ile zmieniło się przez ten czas. Ile osób pojawiło się w jej życiu i ile niespodziewanie zniknęło. Na trochę, na zawsze. O tym, że niektórzy wrócili. O tym, że przybyło jej kilogramów, a fryzurę zmieniła co najmniej kilka razy. O tym, że jest całkowicie innym człowiekiem. I choć nadal nie jada jajek, to już przekonała się do większości warzyw. Zaczęła pić wodę i niemal całkowicie akceptować swój wygląd. Pozwala sobie robić błędy i nieustannie je popełnia. A potem ma wyrzuty sumienia, czasem. Myśli o wielu innych rzeczach. Pakuje aparat, zakłada plecak, poprawia długie (podobno blond) włosy i wysiada. Ten weekend będzie wspaniały- myśli- jak każdy z Izą. Widzi Rudowłosą i gna ku niej co sił w nogach.



Za każdym razem, kiedy jadę do Lublina, wstaję chwilę przed stacją i wyglądam przez okno. Dokładnie pamiętam ten pierwszy raz, kiedy jechałam złożyć papiery, kiedy już wiedziałam, że spędzę tutaj najbliżych kilka lat. Uczucie ekscytacji podszytej lękiem jest nie do opisania. A jednak- zawsze staję przy oknie i wyobrażam sobie, że ta wielka przygoda jeszcze przede mną. Że jestem nastolatką, że czekają mnie same wspaniałości i że to będą najlepsze lata mojego życia.

A weekend był wspaniały, oczywiście. I oczywiście był za krótki, jak to weekend i jak to spotkanie z moją rudą przyjaciółką. W Lublinie byłam tydzień przed długim weekendem- ten z kolei spędziłam na Mazowszu, o czym też napiszę. Ale teraz foto(i)relacja, żebyście mieli z czego się pośmiać ;).

Musicie wiedzieć, że jak tylko widzę Izę, mam banan na twarzy. Niespożyta energia, niewypowiedziane słowa i niekontrolowane wybuchy śmiechu kumulują się we mnie przez cały okres niewidzenia się z nią. No i potem jest tak, że pierwszego dnia naszego spotkania śmieszy mnie WSZYSTKO. Serio. Śmieję się ze wszystkiego, co ona powie, co zrobi. Chichoczę przy grach planszowych- do drugiej w nocy, wspomagana winem (oraz wszystkim słodkim, co jest w domu - plus obowiązkowy popcorn!). A następnego dnia idziemy do stajni, gdzie Iza prowadzi hipoterapię i gdzie kiedyś jej pomagałam, gdy mieszkałam w Lublinie. Konie są cudowne, a ich zapach działa na mnie kojąco.



  
 

 Na byłym poligonie robimy sobie sesję zdjęciową. Mamy szczęście, bo za każdym razem, kiedy wysiadamy z samochodu, już nie pada. Co z tego, kiedy trawa jest mokra, a my brniemy w nią zawzięcie, a to pozując, a to dzierżąc aparat. Jest cudownie, otacza nas chmurne niebo, łubin pachnie słodyczą





Wracamy do domu, znów dostaję głupawy, Iza stwierdza, że ja się tak zachowuję przy jej chłopaku- być może, Jacek jest tak opanowanym, zasadniczym i porządnym człowiekiem, że jest to dla mnie równie absurdalne jak matematyka :D. A wieczorem ma być impreza. Ale nie że zwykła. PRZEBIERANA. Faszyn from raszyn! Jak nie wiecie, o co chodzi, to sobie wyguglujcie. Uwielbiam się przebierać, więc swój strój kompletowałam już dawno. Wybór padł na motywy zwierzęce. Wszelkie. Niech żyją tygrysie pantery, mrrrr! Iza z kolei będzie świecić, bynajmniej nie przykładem- cekinami. Zaczęłyśmy się przebierać wprawiać i robić sobie zdjęcia przy czerwonej tygrysiej zasłonie (a Iza odkryła, że ma w sobie spore pokłady zdolności modelki z rozkładówki :D), aż zrobiło się późno i musiałyśmy iść na autobus. Robiliście kiedyś doświadczenie socjologiczne? Takie, podczas którego macie na sobie panterkowe wzory, mocny makijaż i białe kozaczki? Nie? Żałujcie :P. Bardzo głośno i wyraźnie oświadczałam Izie (i całej reszcie autobusu), że mam nadzieję, że ludzie wiedzą, że jesteśmy przebrane :D... A potem imprezowałyśmy. Całej imprezy i ciężkiego powrotu do domu opisywać nie będę, napiszę może tylko, że wynikiem były: szampańska zabawa, rozbite kolano (sztuk jedno), zaatakowane przez gałąź oko (grunt, że nie wybite!), policzek i dekolt, przyjaźń międzynarodowa i kac morderca. I areszt domowy :D...



 

W niedzielę, jak na Dzień Boży przystało, poszłyśmy do... Niny! Ninka jest jedną z bardziej pozytywnie zakręconych osób, które znam :). Wspaniała, empatyczna, wesoła i przesympatyczna kobieta z grzywą blond loków. Poznałam jej amstaffkę- morderczynię, która mogłaby człowieka na śmierć.. zalizać  ;). I żeby pobyć z nimi wszystkimi trochę dłużej, zamiast bezpośrednio, pojechałam przez Warszawę i zapłaciłam dwa razy więcej za bilet. To nie była miła niespodzianka, ale opłacało się ;).


Już tęsknię za moim Lublinem... Ale jeszcze nie raz tam pojadę i o niejedną gałąź zahaczę ;)...


Ps. Jeśli dotarliście do końca postu- gratuluję :D.
Ps.1 Czy wiecie, że dziś koniec roku szkolnego ;)?

2 komentarze:

  1. ps - tak
    ps1 - tak, tak
    co do reszty - brak mi słów

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D
      TOBIE brak słów? No to nieźle pojechałam :P...

      Usuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...