Nowy cykl Polecanki czas zacząć. Nie przedłużając...
Do obejrzenia.
Małe stłuczki
Czym są tytułowe stłuczki, do tego małe? Przypadkowym rozbijaniem kruchych przedmiotów, które podczas opróżniania domów, uskuteczniają Asia i Kasia? Lekkimi kraksami pomarańczowego opla? Zawiłymi relacjami między ludźmi? Tego Wam nie powiem, obejrzyjcie i wywnioskujcie sami. Powiem Wam za to, że na film pójść warto. Ja poszłam, bo gra tam kumpela mojego przyjaciela (kiedyś byliśmy na filmie, w którym on grał epizod- taki SWAG i szał, i wszystko jejeje!- i bałam się, że to będzie równie beznadziejny film, na szczęście nie był) i od owego przyjaciela padła propozycja pójścia na Stłuczki do kina. Poszliśmy. I nie żałuję. Takiego filmu chyba jeszcze w Polsce nie było. Skojarzył mi się z Imagine, właściwie nie wiem, dlaczego. Ale wracając do tego pierwszego filmu, przypomina trochę kino skandynawskie. Mnie urzekły przede wszystkim zdjęcia (Ita Zbroniec- Zajt)- uwielbiam, kiedy film operuje obrazem w taki sposób. Łódź, brzydka fabryczno-mechaniczna Łódź, w filmie kusi muralami, kamienicami, skwerami. Piękne są również ujęcia złotokłosych pól, dających tło dla pomarańczowego opla. A muzyka? Enchated Hunters- klimatycznie, delikatnie, inaczej. I nawet możemy zobaczyć zespół w jednej ze scen. Jeśli chodzi o fabułę, pewnie fanów kina akcji nie zadowoli. A ja kocham takie właśnie filmy niby o niczym. Gdzie dominują inne środki wyrazu, niż efekty specjalne i wykopy z półobrotu. Gdzie trzeba doszukać się psychologicznego kontekstu, gdzie wnioski nie machają nam przed oczyma niczym gołe cycki, mówiąc "Tu jesteśmy, TAKIE OCZYWISTE", ale też nie chowają się... powiedzmy, że skończę z tymi cielesnymi porównaniami, bo daleko nie zajdę (albo zajdę dalej niż zamierzałam). Co jeszcze? Dialogi. Absurdalne, czasem z tekstami zupełnie od czapy. Humor znów nie dla półgłówków, raczej dla koneserów. I jeszcze Helena Sujecka, obok urody której nie da się przejść obojętnie. A o czym film? O miłości, trochę. O strachu przed nią, przed zaangażowaniem. O szukaniu własnej drogi. O tym, że fizyczny dotyk może sprawiać psychiczny ból, a jego brak jeszcze większy. Obejrzyjcie, może będzie w Waszym typie.
Do przeczytania
Jedna z niewielu pozycji książkowych, na którą trafiłam dopiero po obejrzeniu filmu. Szczerze mówiąc, gdy w bibliotece ją zobaczyłam, od razu zdecydowałam się na wypożyczenie właśnie przez ekranizację, którą widziałam kilka lat temu. Pewnie większość z Was widziała Lektora, może część trafiła na książkę. Książkę o miłości i namiętności 15 latka i (ponad!) dwa razy starszej od niego kobiety. O tym, co mogło ich połączyć, i co podzielić. O tym, jak pierwsze doświadczenia wpływają na każde kolejne. O holocauście, nieafiszującym się, nienachalnym, widzianym z perspektywy obserwatorów na sali sądowej po latach. O winie, wstydzie, przebaczeniu. Napisane w taki sposób, że przeczytałam prawie jednym tchem (z przerwą na nocny sen). Dobrze się czytało, uwielbiam ten stan, kiedy nie mogę oderwać się od zadrukowanych kartek, i gdy długo po przeczytaniu, w głowie nadal tkwią opisy i sceny z lektury. Przeczytajcie, warto.
Do posłuchania
Hudson Taylor
Przesympatyczne (tacy wydają się być!) chłopaki z Irlandii (?), których twórczość sprawia, że moje kończyny wystukują rytm, a serce fika koziołka. Świetna muzyka, dobre teksty, piosenki są chwytliwe, choć nie banalne. Jakiś rok temu słyszałam ich pierwszy raz, i przyznaję- zauroczyli mnie. Niedawno sobie o nich przypomniałam i znów słucham z wypiekami na twarzy.
Przesympatyczne (tacy wydają się być!) chłopaki z Irlandii (?), których twórczość sprawia, że moje kończyny wystukują rytm, a serce fika koziołka. Świetna muzyka, dobre teksty, piosenki są chwytliwe, choć nie banalne. Jakiś rok temu słyszałam ich pierwszy raz, i przyznaję- zauroczyli mnie. Niedawno sobie o nich przypomniałam i znów słucham z wypiekami na twarzy.
Do poklikania:
Bo lubię vege i przepisy z tej strony. Już kiedyś Wam ją wrzucałam, ale nie zaszkodzi przypomnieć. Bo nie trzeba być wegetarianinem (ale można, czemu nie :)?), żeby korzystać. Bo jedzenie mięsa można ograniczyć dla różnych korzyści. Bo zdrowe jedzenie nie musi być nudne. Bo sporo tam przepisów, które są łatwe i nie wymagają dużych nakładów finansowych.
Podczas wyzwania u Uli mogliście zauważyć, że jestem fanką gier planszowych i towarzyskich. Dziś polecę Wam Dixit. Jest to gra bardzo towarzyska- wystarczy powiedzieć, że musi w niej uczestniczyć co najmniej czterech graczy, a najlepiej, żeby było ich więcej. Całkiem dobrze jest też, jeśli choć trochę się znają, bo gra polega na podawaniu skojarzeń z daną kartą- i tak jak Wam powiem SZOP albo BORSUK nie będziecie mieli pojęcia, o co mi chodzi, tak już Agata na pewno się domyśli :). Rozwija wyobraźnię i kreatywność, zmusza do myślenia, bawi. Poza wersją główną, są też dodatki- kolejne piękne (absurdalne) karty. A minusy? Cena, jak w większości gier. Spory wydatek, warto więc znaleźć stałą ekipę graczy (przyjaciół, czy rodzinę)- jedna osoba kupuje wersję podstawową, reszta po jakimś czasie, inwestuje w kolejne karty. No, chyba, że się pokłócicie, to każdy zostanie ze swoim przybytkiem. Ale i wtedy nie ma się czym martwić, bo karty Dixit można wykorzystać na wiele sposobów ;).
To tyle na dziś! Za tydzień kolejna porcja Polecanek.
To tyle na dziś! Za tydzień kolejna porcja Polecanek.

" Niebanalne " pisze się razem. Poza tym, po co ściemniać? Zrecenzowałaś film, bo jest o białym, tłustym kocie i tyle.
OdpowiedzUsuńZrobiłam orta? O Chryste :D! Idę go szukać. Kotów było chyba więcej!
UsuńNIE ZROBIŁAM, HAAAAA!!!!!!!!!!!!!! Bo to nie jest przymiotnik! Użyte tu w kontekście "są chwytliwe, ale nie (są) banalne"! A już chciałam zamykać bloga :P.
Usuńale Miodek się trafił, no nie mogę!;) Ty Hejter przed "po co" niepotrzebny przecinek!;)
UsuńMam wrażenie (i nadzieję), że ten Hejter, to ktoś, kogo znam :P.
UsuńKsiążkę Lektor mam jednak jeszcze jej nie czytałam, myślę, że niebawem się do niej zabiorę a potem obejrzę sobie film ;)
OdpowiedzUsuńCałkiem dobry plan :).
UsuńTego pierwszego filmu nie widziałam, ale również kocham takie niby o niczym, ale życiowe:)
OdpowiedzUsuńTeż tak mam :). Dla mnie nie musi być nagłych zwrotów akcji, żeby było dobrze ;).
UsuńO taaak - Dixit to chyna jedna z najlepszych gier of ever :D
OdpowiedzUsuńZgadzam się ;).
UsuńZ tym znaniem się do dixita to moim zdaniem niepotrzebny warunek, wczoraj grałam z ludźmi, którzy w ogóle się nie znali i było super (zwłaszcza, że czasem w ogóle nie rozumieliśmy o co chodzi - uroki grania z ludźmi różnych narodowości i braków w słownictwie:p). Gra jest urocza i przede wszystkim bardzo łatwa, co jest jej ogromnym plusem i nie trzeba przez pół godziny tłumaczyć zasad ;)
OdpowiedzUsuńJa też kiedyś grałam w takim towarzystwie- 11, czy 12 osób, w tym ludzie różnych narodowości, mało kto się znał ;). Graliśmy po angielsku. Było zabawnie, choć bardzo chaotycznie, i jednak wolę grać w trochę gronie :).
Usuńa jak graliście w dixita w tyle osób? bo u nas przy takiej liczebności osób wymieszanych językowo to sprawdza się jedynie jungle speed, ewentualnie time's up, ale z tym już jest nieco trudniej (nie mając zielonego pojęcia kim jest Patrick Sabatier tłumaczyłam, że jego nazwisko pochodzi od nazwy metalowej grupy Black ..., a w przypadku Karla Zéro, że to null :p)
Usuńostatnio zaś spodobała mi się gra timeline, też prosta a można się przy okazji wiele nauczyć, np że królowa mrówek żyje ok 30 lat :)
No właśnie ciężko było, dlatego wolę grać w mniejszym gronie ;). Z Times up jest zawsze mnóstwo śmiechu, szczególnie w ostatniej turze :D. A wiesz, że nie można przetłumaczyć nazwiska na inny język :P? Tak mówią zasady ;).
Usuńno cóż, przyznaję się, że chyba często naciągaliśmy mocno zasady ;) ciężko gra się mając karty francuskie i znając może 10% postaci na nich występujących... ale zawsze jest wesoło i o to chodzi!
UsuńNo, domyślam się, że ciężko :). Wcześniej trzeba by się zapoznać z biografiami :). Tak, wesoło jest zawsze :D.
UsuńWitam wszystkich i muszę powiedzieć tak bardzo nie podoba mi się to co napisał hejter. To jest blog i każdy ma prawo wyrazić swoje zdanie, na temat wpisu, który został tu zamieszczony. Jeśli jest to film o tłustym białym kocie to, czemu nie napiszesz nic więcej skoro więcej wiesz. Nie wiem czy oglądałeś film czy nie, ale ja powiem tak jest to jeden z najmniej docenianych filmów, a jest lepszey niż nie jedna super produkcja, która jest reklamowana w mediach. Takie jest moje zdanie pozdrawiam wszystkich.
OdpowiedzUsuńBardzo fajny wpis!Czytałam tę książkę-bardzo mi sie spodobała!!
OdpowiedzUsuńdixit jest extra, liczę, że uda mi się zagrać w jakiś dodatek, bo na razie miałem okazję tylko w podstawową wersję.
OdpowiedzUsuńSitab, Bydgoszcz
OdpowiedzUsuńSItab
OdpowiedzUsuńDzieki za wpis, bardzo ciekawy.
OdpowiedzUsuńDzięki za polecenie. Od siebie mogę polecić wizytówki internetowe. Założycie tutaj wizytówkę w dosłownie chwilę.
OdpowiedzUsuńŚwietnie, właśnie tego szukałem, dzięki!
OdpowiedzUsuńDziękuję Ci za polecenie, na pewno skorzystam. ;)
OdpowiedzUsuńDzięki! :)
OdpowiedzUsuńArtykuł naprawdę mnie zaciekawił, świetna robota! Już nie mogę się doczekać kolejnych wpisów
OdpowiedzUsuńDoskonały artykuł, świetnie napisany! Mam nadzieję, że szybko pojawią się nowe wpisy na blogu. :) Twoje teksty są pełne wartościowej wiedzy i inspiracji.
OdpowiedzUsuńBardzo ciekawy wpis, fajnie, że poruszasz takie tematy! Masz wyjątkowy styl, który naprawdę przyciąga. Będę wracać na twojego bloga częściej!
OdpowiedzUsuńŚwietny wpis, mega wciągający! Dzięki, że dzielisz się swoją wiedzą w taki przystępny sposób. Na pewno będę wpadać tu częściej!
OdpowiedzUsuńSuper, bardzo ciekawy artykuł! Lubię tak napisane treści, wszystko jest jasne i na temat. Będę tu częstym gościem, nie mogę się doczekać więcej takich wpisów!
OdpowiedzUsuńSuper artykuł! :)
OdpowiedzUsuń