niedziela, 21 września 2014

Polecanki

Nowy cykl Polecanki czas zacząć. Nie przedłużając...

Do obejrzenia.

Małe stłuczki



Czym są tytułowe stłuczki, do tego małe? Przypadkowym rozbijaniem kruchych przedmiotów, które podczas opróżniania domów, uskuteczniają Asia i Kasia? Lekkimi kraksami pomarańczowego opla? Zawiłymi relacjami między ludźmi? Tego Wam nie powiem, obejrzyjcie i wywnioskujcie sami. Powiem Wam za to, że na film pójść warto. Ja poszłam, bo gra tam kumpela mojego przyjaciela (kiedyś byliśmy na filmie, w którym on grał epizod- taki SWAG i szał, i wszystko jejeje!- i bałam się, że to będzie równie beznadziejny film, na szczęście nie był) i od owego przyjaciela padła propozycja pójścia na Stłuczki do kina. Poszliśmy. I nie żałuję. Takiego filmu chyba jeszcze w Polsce nie było. Skojarzył mi się z Imagine, właściwie nie wiem, dlaczego. Ale wracając do tego pierwszego filmu, przypomina trochę kino skandynawskie. Mnie urzekły przede wszystkim zdjęcia (Ita Zbroniec- Zajt)- uwielbiam, kiedy film operuje obrazem w taki sposób. Łódź, brzydka fabryczno-mechaniczna Łódź, w filmie kusi muralami, kamienicami, skwerami. Piękne są również ujęcia złotokłosych pól, dających tło dla pomarańczowego opla. A muzyka? Enchated Hunters- klimatycznie, delikatnie, inaczej. I nawet możemy zobaczyć zespół w jednej ze scen. Jeśli chodzi o fabułę, pewnie fanów kina akcji nie zadowoli. A ja kocham takie właśnie filmy niby o niczym. Gdzie dominują inne środki wyrazu, niż efekty specjalne i wykopy z półobrotu. Gdzie trzeba doszukać się psychologicznego kontekstu, gdzie wnioski nie machają nam przed oczyma niczym gołe cycki, mówiąc "Tu jesteśmy, TAKIE OCZYWISTE", ale też nie chowają się... powiedzmy, że skończę z tymi cielesnymi porównaniami, bo daleko nie zajdę (albo zajdę dalej niż zamierzałam). Co jeszcze? Dialogi. Absurdalne, czasem z tekstami zupełnie od czapy. Humor znów nie dla półgłówków, raczej dla koneserów. I jeszcze Helena Sujecka, obok urody której nie da się przejść obojętnie. A o czym film? O miłości, trochę. O strachu przed nią, przed zaangażowaniem. O szukaniu własnej drogi. O tym, że fizyczny dotyk może sprawiać psychiczny ból, a jego brak jeszcze większy. Obejrzyjcie, może będzie w Waszym typie. 


Do przeczytania

Lektor


Książka, którą warto przeczytać.
źródło: http://4bluestones.biz/mtblog/TheReader03.jpg

Jedna z niewielu pozycji książkowych, na którą trafiłam dopiero po obejrzeniu filmu. Szczerze mówiąc, gdy w bibliotece ją zobaczyłam, od razu zdecydowałam się na wypożyczenie właśnie przez ekranizację, którą widziałam kilka lat temu. Pewnie większość z Was widziała Lektora, może część trafiła na książkę. Książkę o miłości i namiętności 15 latka i (ponad!) dwa razy starszej od niego kobiety. O tym, co mogło ich połączyć, i co podzielić. O tym, jak pierwsze doświadczenia wpływają na każde kolejne. O holocauście, nieafiszującym się, nienachalnym, widzianym z perspektywy obserwatorów na sali sądowej po latach. O winie, wstydzie, przebaczeniu. Napisane w taki sposób, że przeczytałam prawie jednym tchem (z przerwą na nocny sen). Dobrze się czytało, uwielbiam ten stan, kiedy nie mogę oderwać się od zadrukowanych kartek, i gdy długo po przeczytaniu, w głowie nadal tkwią opisy i sceny z lektury. Przeczytajcie, warto.


Do posłuchania


Hudson Taylor



Przesympatyczne (tacy wydają się być!) chłopaki z Irlandii (?), których twórczość sprawia, że moje kończyny wystukują rytm, a serce fika koziołka. Świetna muzyka, dobre teksty, piosenki są chwytliwe, choć nie banalne. Jakiś rok temu słyszałam ich pierwszy raz, i przyznaję- zauroczyli mnie. Niedawno sobie o nich przypomniałam i znów słucham z wypiekami na twarzy.


Do poklikania:

zwegowani.pl



Bo lubię vege i przepisy z tej strony. Już kiedyś Wam ją wrzucałam, ale nie zaszkodzi przypomnieć. Bo nie trzeba być wegetarianinem (ale można, czemu nie :)?), żeby korzystać. Bo jedzenie mięsa można ograniczyć dla różnych korzyści. Bo zdrowe jedzenie nie musi być nudne. Bo sporo tam przepisów, które są łatwe i nie wymagają dużych nakładów finansowych.


Do pogrania:

Dixit

Gra planszowa, towarzyska pobudzająca kreatywność i wyobraźnię
źródło: planszomania.pl

Podczas wyzwania u Uli mogliście zauważyć, że jestem fanką gier planszowych i towarzyskich. Dziś polecę Wam Dixit. Jest to gra bardzo towarzyska- wystarczy powiedzieć, że musi w niej uczestniczyć co najmniej czterech graczy, a najlepiej, żeby było ich więcej. Całkiem dobrze jest też, jeśli choć trochę się znają, bo gra polega na podawaniu skojarzeń z daną kartą- i tak jak Wam powiem SZOP albo BORSUK nie będziecie mieli pojęcia, o co mi chodzi, tak już Agata na pewno się domyśli :). Rozwija wyobraźnię i kreatywność, zmusza do myślenia, bawi. Poza wersją główną, są też dodatki- kolejne piękne (absurdalne) karty. A minusy? Cena, jak w większości gier. Spory wydatek, warto więc znaleźć stałą ekipę graczy (przyjaciół, czy rodzinę)- jedna osoba kupuje wersję podstawową, reszta po jakimś czasie, inwestuje w kolejne karty. No, chyba, że się pokłócicie, to każdy zostanie ze swoim przybytkiem. Ale i wtedy nie ma się czym martwić, bo karty Dixit można wykorzystać na wiele sposobów ;).

To tyle na dziś! Za tydzień kolejna porcja Polecanek.


19 komentarzy:

  1. " Niebanalne " pisze się razem. Poza tym, po co ściemniać? Zrecenzowałaś film, bo jest o białym, tłustym kocie i tyle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zrobiłam orta? O Chryste :D! Idę go szukać. Kotów było chyba więcej!

      Usuń
    2. NIE ZROBIŁAM, HAAAAA!!!!!!!!!!!!!! Bo to nie jest przymiotnik! Użyte tu w kontekście "są chwytliwe, ale nie (są) banalne"! A już chciałam zamykać bloga :P.

      Usuń
    3. ale Miodek się trafił, no nie mogę!;) Ty Hejter przed "po co" niepotrzebny przecinek!;)

      Usuń
    4. Mam wrażenie (i nadzieję), że ten Hejter, to ktoś, kogo znam :P.

      Usuń
  2. Książkę Lektor mam jednak jeszcze jej nie czytałam, myślę, że niebawem się do niej zabiorę a potem obejrzę sobie film ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tego pierwszego filmu nie widziałam, ale również kocham takie niby o niczym, ale życiowe:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak mam :). Dla mnie nie musi być nagłych zwrotów akcji, żeby było dobrze ;).

      Usuń
  4. O taaak - Dixit to chyna jedna z najlepszych gier of ever :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Z tym znaniem się do dixita to moim zdaniem niepotrzebny warunek, wczoraj grałam z ludźmi, którzy w ogóle się nie znali i było super (zwłaszcza, że czasem w ogóle nie rozumieliśmy o co chodzi - uroki grania z ludźmi różnych narodowości i braków w słownictwie:p). Gra jest urocza i przede wszystkim bardzo łatwa, co jest jej ogromnym plusem i nie trzeba przez pół godziny tłumaczyć zasad ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też kiedyś grałam w takim towarzystwie- 11, czy 12 osób, w tym ludzie różnych narodowości, mało kto się znał ;). Graliśmy po angielsku. Było zabawnie, choć bardzo chaotycznie, i jednak wolę grać w trochę gronie :).

      Usuń
    2. a jak graliście w dixita w tyle osób? bo u nas przy takiej liczebności osób wymieszanych językowo to sprawdza się jedynie jungle speed, ewentualnie time's up, ale z tym już jest nieco trudniej (nie mając zielonego pojęcia kim jest Patrick Sabatier tłumaczyłam, że jego nazwisko pochodzi od nazwy metalowej grupy Black ..., a w przypadku Karla Zéro, że to null :p)
      ostatnio zaś spodobała mi się gra timeline, też prosta a można się przy okazji wiele nauczyć, np że królowa mrówek żyje ok 30 lat :)

      Usuń
    3. No właśnie ciężko było, dlatego wolę grać w mniejszym gronie ;). Z Times up jest zawsze mnóstwo śmiechu, szczególnie w ostatniej turze :D. A wiesz, że nie można przetłumaczyć nazwiska na inny język :P? Tak mówią zasady ;).

      Usuń
    4. no cóż, przyznaję się, że chyba często naciągaliśmy mocno zasady ;) ciężko gra się mając karty francuskie i znając może 10% postaci na nich występujących... ale zawsze jest wesoło i o to chodzi!

      Usuń
    5. No, domyślam się, że ciężko :). Wcześniej trzeba by się zapoznać z biografiami :). Tak, wesoło jest zawsze :D.

      Usuń
  6. Witam wszystkich i muszę powiedzieć tak bardzo nie podoba mi się to co napisał hejter. To jest blog i każdy ma prawo wyrazić swoje zdanie, na temat wpisu, który został tu zamieszczony. Jeśli jest to film o tłustym białym kocie to, czemu nie napiszesz nic więcej skoro więcej wiesz. Nie wiem czy oglądałeś film czy nie, ale ja powiem tak jest to jeden z najmniej docenianych filmów, a jest lepszey niż nie jedna super produkcja, która jest reklamowana w mediach. Takie jest moje zdanie pozdrawiam wszystkich.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo fajny wpis!Czytałam tę książkę-bardzo mi sie spodobała!!

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...